Jak wybrać architekta wnętrz i nie żałować?
Cztery pytania, które warto zadać na pierwszym spotkaniu — i jedna rzecz, na którą prawie nikt nie zwraca uwagi, a decyduje o całej realizacji.
Portfolio wygląda podobnie u wszystkich. Zdjęcia są ładne, bo robi je fotograf, a nie architekt. Po nich nie poznacie, czy z kimś dobrze się pracuje — poznacie tylko, czy podoba się Wam estetyka, a to dopiero pierwszy próg.
Zapytajcie o dokumentację, nie o styl
To jest to jedno pytanie, którego prawie nikt nie zadaje, a które mówi najwięcej: co dokładnie dostanę na koniec?
Dobra odpowiedź brzmi mniej więcej tak: komplet rysunków, z którym ekipa wchodzi na budowę i nie dopytuje. Elektryka, wod-kan, wentylacja, klimatyzacja, wszystkie meble na wymiar rozrysowane co do milimetra. Zła odpowiedź to „wizualizacje i rzuty".
Różnica ujawnia się dopiero na budowie — kiedy jest już za późno, żeby zmienić architekta.
Zapytajcie, czy widzieli miejsce
Projekt, który powstał bez wizyty w mieszkaniu albo na działce, jest projektem pod wyobrażenie. Zdjęcia od dewelopera nie pokażą krzywej ściany, hałasu z ulicy ani tego, że światło wpada tu tylko przez dwie godziny dziennie.
My jeździmy zawsze — a przy domu zaczynamy od audytu działki: wymiary, ograniczenia prawne, media, spadki terenu, sąsiedztwo.
Zapytajcie o poprawki i o to, co po projekcie
Ile poprawek koncepcji jest w cenie i co się dzieje, kiedy zmienicie zdanie na etapie wykonawczym — to pytanie oszczędza późniejszych nieporozumień.
Drugie: czy pracownia prowadzi nadzór. Projekt bez nadzoru bywa realizowany dowolnie. Ktoś musi pilnować, czy wykonawca zrobił to, co narysowano, i rozstrzygać rzeczy, których żadna wizualizacja nie pokaże.
Czego nie da się wyczytać z portfolio
Tempa odpowiedzi. Tego, czy ktoś tłumaczy decyzje, czy je narzuca. Czy przy różnicy zdań szuka rozwiązania, czy obraża się na inwestora.
Dlatego pierwsze spotkanie jest u nas bezpłatne i do niczego nie zobowiązuje. Nie chodzi o to, żeby coś sprzedać w godzinę — chodzi o to, żebyście zobaczyli, jak rozmawiamy. Projekt domu trwa od trzech do siedmiu miesięcy, wnętrza od dwóch do sześciu, a duża rezydencja nawet rok. To zbyt długo, żeby pracować z kimś, z kim rozmowa idzie ciężko.
Jedna rzecz, na którą warto spojrzeć w portfolio
Nie na styl, tylko na powtarzalność poziomu. Jeśli w portfolio są trzy świetne realizacje i dziesięć przeciętnych, świetne mogły być zasługą inwestora, który wiedział, czego chce.
I sprawdźcie, czy pracownia projektowała coś o skali Waszego zlecenia. Mieszkanie pięćdziesięciometrowe i dom sześciusetmetrowy to dwa różne rzemiosła.
Jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda u nas komplet dokumentacji, opisaliśmy to w tekście o tym, co zawiera projekt wnętrza. Nasze realizacje znajdziecie wśród projektów wnętrz.