Ile naprawdę kosztuje projekt wnętrza?
Rozkładamy cenę na części pierwsze — za co się płaci, dlaczego stawka za metr niewiele mówi i kiedy projekt zwraca się sam.
Pytanie o cenę pada zwykle w pierwszej minucie rozmowy. To dobre pytanie — gorsza jest odpowiedź, której zwykle się na nie udziela. „Sto pięćdziesiąt złotych za metr" brzmi konkretnie, a nie znaczy prawie nic, dopóki nie wiadomo, co w tej cenie jest.
Stawka za metr to nie cena
Dwie oferty z tą samą stawką potrafią różnić się dwukrotnie tym, co dostajecie. W jednej mieści się koncepcja i wizualizacje. W drugiej dodatkowo pełna dokumentacja wykonawcza, rysunki instalacji, mebli na wymiar i nadzór nad realizacją.
Różnica nie jest kosmetyczna. Projekt bez dokumentacji wykonawczej to ładne obrazki, z którymi ekipa i tak musi improwizować na budowie — a każda improwizacja kosztuje.
Dlatego wyceniamy w przedziałach metrażowych i mówimy wprost, co w danym wariancie jest. Im większa powierzchnia, tym niższa stawka za metr: nakład pracy nie rośnie proporcjonalnie do liczby metrów.
Trzy rzeczy, za które się płaci
Czas projektowania. Układ funkcjonalny nie powstaje z katalogu. Powstaje z długiej rozmowy o tym, jak wygląda Wasz zwykły dzień — z konkretnymi modelami sprzętów i wymiarem materaca, a nie z ogólnych założeń.
Dokumentacja. To ta część, której nie widać na wizualizacjach i która pochłania najwięcej godzin. Rysunki elektryki i Smart Home, wod-kan, wentylacji i klimatyzacji. Wszystkie elementy robione na wymiar rozrysowane co do milimetra — łącznie z mocowaniem balustrady i stykiem kamienia z mosiądzem.
Nadzór. Rozliczany osobno, ryczałtem miesięcznym. Raz w tygodniu jesteśmy na budowie, materiały zamawiamy z wyprzedzeniem od pół roku do roku, a prace układamy w harmonogram na dwa miesiące do przodu.
Kiedy projekt zwraca się sam
Na trzech rzeczach: braku przeróbek, lepszych cenach materiałów i uniknięciu błędów w instalacjach oraz w układzie funkcjonalnym — bo te kosztują najwięcej.
Przesunięcie ściany na rysunku kosztuje kilkanaście minut. Przesunięcie jej na budowie — kilka tysięcy złotych i dwa tygodnie. Źle poprowadzona instalacja, którą trzeba skuć, to koszt, przy którym cała różnica między tanim a dobrym projektem przestaje mieć znaczenie.
Do tego dochodzi rzecz, której nie widać w kosztorysie: materiały i meble dobieramy wyłącznie z tego, co jest realnie dostępne, a wymiary i ceny sprawdzamy już na etapie koncepcji. Projekt nie rozjeżdża się później z rzeczywistością, więc nie trzeba go w połowie budowy przerabiać.
O co pytać przy wycenie
Trzy pytania różnicują oferty mocniej niż stawka za metr:
- Czy cena obejmuje dokumentację wykonawczą, czy kończy się na wizualizacjach?
- Ile poprawek koncepcji jest w cenie?
- Co się dzieje, jeśli realizacja przeciągnie się o pół roku — czy nadzór jest wtedy dodatkowo płatny?
Dlaczego nie podajemy ceny przez telefon
Bo nie wiedzielibyśmy, o czym mówimy. Sto dwadzieścia metrów w kamienicy z krzywymi ścianami i sto dwadzieścia metrów w mieszkaniu od dewelopera to dwa różne zlecenia, choć metraż ten sam.
Wycenę podajemy po rozmowie — pierwsza jest bezpłatna i do niczego nie zobowiązuje.
Co dokładnie wchodzi w zakres, opisaliśmy w tekście o tym, co dostajesz w projekcie wnętrza. Cały przebieg współpracy rozpisaliśmy w procesie projektu wnętrz.